Nie wypada odmówić. Mocna, słodka ale nawet dobra.
- Telewizor? - dziwi się. - A po co mi telewizor? Tu zobacz – i zatacza ręką koło – mam telewizor.
Siedzę sobie na tarasie i oglądam...
Monotonny program? - zadaje znów sam sobie pytanie i zaraz na nie odpowiada - A w telewizji jest inaczej? Mecz, telenowela, teleturniej, złe wiadomości i tak na przemian w kółko. Nawet w święta co roku lecą te same filmy.
Świat jednak nie lubi takich Jousefów, boi się ich i nie rozumie.
Niemniej korzystając ze świątecznej krzątaniny, myślę że warto nad tym głębiej się zastanowić i poddać refleksji:
„Dokąd to się wszystko toczy i po co?” (...) „Ja przecież wiem, że Żarnecka umarła. Cóż wy to przede mną skrywacie? Biedna stara. Tuptała, pracowała, popijała sobie, może jej się czasem zdawało, że potrzebna, że i używa życia. A tego jej życia nawet nie znać na świecie. Tak ono i każdemu przemija, ginie bez śladu. Czy z nami, czy bez nas, dnie i noce jednakowo się toczą. Aż nie wiem, po co się człowiek tak stara, tak swoim losem przejmuje.” *
Otóż to. Krzątamy się, gonimy wciąż za czymś i po co, dlaczego... Tylko, że Świat właśnie uwielbia jak gonimy, krzątamy się i jest wręcz w siódmym niebie, kiedy czujemy przed nim respekt.
Bo gdyby nie ten strach, gdyby nie nasze wygórowane ambicje, to każdy z nas leżałby pod klifem - o ile znalazłby wolne miejsce - i patrzył bezmyślnie na fale przybijające do brzegu lub spał.
Świat się boi outsiderów. Outsider, nie pójdzie do banku, nie będzie mieć rachunku i kart kredytowych, nie weźmie również samochodu na kredyt i nie ubezpieczy siebie oraz swojego domu od wszelkich plag egipskich, ba, nie założy nawet zwykłego alarmu.
Do kościoła czy meczetu też nie pójdzie, wobec czego duchowny nie dostanie od niego złamanego grosza.
Outsider nie zapłaci również czynszu i ma zupełnie gdzieś, kiedy prąd czy gaz idą do góry. Do przeżycia takiej osobie naprawdę niewiele potrzeba, dlatego Świat jej nie lubi.
Paradoksalnie Świat kocha przestępców – bez nich nie miałaby racji bytu policja a wraz z nią cały aparat tzw wymiaru sprawiedliwości. Na złodziejach – oprócz prawników – zbijają kokosy firmy ubezpieczeniowe, ochroniarskie itp. Wszechobecny konsumpcjonizm, kochają banki.
„Obfite święta” - tak pewien bank reklamuje świąteczne kredyty, które wielu ludzi chętnie zaciągnie, by po świętach, zgrzytając zębami, spłacać je z całą obfitością procentów.
Wojtek od kilku lat nie obchodzi świąt. Uważa, że ich pierwotny sens się zatracił, albo w ogóle go nigdy nie było i z rozbawieniem cytuje mi Dąbrowską:
„Nie znoszę tych wszystkich obrządków, przy których głównie idzie o to, żeby się najeść i napić. I żeby klechy miały okazję do pokazywania swoich magicznych sztuk.” *
Obecne święta są jego drugimi świętami poza Polską i strefą zimna. Pierwsze spędzał w Argentynie w San Ignacio Mini.
Wspomina je zresztą z sentymentem.
- Zaprosiła mnie tak ad hoc rodzina Cablerów. To była bardzo egzotyczna wigilia w ogrodzie, skromna, ot taki zwykły grill. O północy były życzenia, szampan, prezenty i fajerwerki.
„Jest grudzień, a więc lato, wokół rozkwita bujna zieleń, słońce upalne pali skórę, a ja tęsknię do śniegu, do choinek rozstawionych na placach naszych miast, tych zwiastunów zbliżającego się Bożegonarodzenia.” (...)
„Przyjechali Polacy na pasterkę! Jest hrabia Zamoyski z żoną, panowie Barski i Gebertner, płoną radośnie świece, białych garstka, świątynia pełna Murzynów. Zamiast „Wśród nocnej ciszy” rozlega się krzyk z setek czarnych gardeł, który ma być kolędą.” **
Do Wojtka pan Gebertner się nie wybiera mimo to zdecydowanie nie tęskni jak autor powyższych słów za śniegiem i za świątecznym aromatem. Wręcz przeciwnie. Dziwi się, że ulice w Sidi Ifni, w jak by nie było muzułmańskim kraju, przystrojone są gwiazdkami.
- Może to pod turystów, którzy na święta tłumnie uciekają z Francji i Hiszpanii, a nawet bogatej Szwajcarii do Maroka i Marokańczycy chcą aby poczuli się jak u siebie w domu? – delikatnie sugeruję.
Drapie się po łysej głowie. - Być może, niemniej jak widzisz, cywilizacja zachodnia jest bardzo ekspansywna, te wszystkie hallowiny, walentynki... Wcale mnie nie zdziwi jak za kilkanaście lat, z minaretów w przerwie pomiędzy modlitwami, będą puszczać kolędy.
Nie rozumie też Nowaka. Widać Kazimierz Nowak nie był do końca outsiderem – mówi z przekonaniem. - Czytając jego książkę, wielokrotnie zauważyłem, że wielu rzeczy nie rozumiał bądź nie dostrzegał, a powszechnie występujące zjawiska opisywał jako egzotykę:
„Tego dnia osada robotnicza ożywa, kobiety przymierzają perkale, robotnicy cieszą się kupionym używanym kapeluszem i frakiem, który kiedyś jakiś kelner z podłej restauracji wyrzucił na śmietnik. (...) Jak wszędzie w Afryce, tak i tu wokół kopalni widać farmy i pastwiska, a przede wszystkim wiele sklepów, w których Murzyni zostawiają zarobione pieniądze. Każdy pracodawca opłaca swych murzyńskich robotników gotówką i żywnością, inaczej ludzie ci wymarliby chyba z głodu. Wprost od kasy zdążają ku sklepom. Posiadając kilkanaście szylingów w garści, chcieliby zakupić wszystkie towary w sklepie. Oglądają koce, bieliznę, jedwabie, gramofony, zegarki i taniutką biżuterię czeską. Wybierają, przebierają, grzebią między towarami, a w końcu kupują to, co najbardziej nęci ich wzrok, a najmniej potrzebne jest im do życia. Trzeba mieć anielską cierpliwość, aby być sprzedawcą w takim sklepie, ale w zamian za trudy poniesione w takim targowym dniu wypłaty można spokojnie przez cały tydzień odpoczywać i nie troszczyć się o klientów.” **
W powyższym nie ma nic niezwykłego panie Kazimierzu?
Jakby poszedł pan do europejskiego marketu i przyglądnął się klientom, dokładnie to samo by pan ujrzał, zupełnie jak w lustrze, szczególnie przed świętami...
Ba, opisani Murzyni wydawali zarobione. Jaśnie oświeceni Europejczycy poszli dalej, wydają przeważnie to, co dopiero mają zamiar zarobić – ot taka delikatna różnica, drogi panie Kazimierzu.
No cóż, jeszcze nie pogasną znicze na grobach i nie wygniją hallowinowe dynie, a markety już stroją choinki i zadręczają kupujących świąteczną muzyką. Dobrze wiedzą, że to dla nich czas żniw.
Ludzie wszystkich ras uwielbiają kupować zupełnie niepotrzebne rzeczy i dlatego właśnie świat ich kocha! Kazimierza Nowaka natomiast zaledwie raczył zauważyć.
Po trochu to przykre, gdyż człowiek ten zadał wręcz kłam prawom fizyki. Dokonał rzeczy wprost nie możliwej.
Ale czy Świat go docenił?
Za jego życia – prawie w ogóle.
Obecnie? Szóste wznowienie – czyli, że książka się dobrze sprzedaje, ale...
Czy Kazimierz Nowak dorówna popularnością podróżniczemu bajkopisarzowi Cejrowskiemu, bądź supportowanej przez wszystko co możliwe podróżniczej bogini Wojciechowskiej?
Wojtek szczerze wątpi.
„Wielokrotnie słyszałem od Anglików, iż wstyd przynoszę białej rasie, gotując sobie herbatę, samodzielnie rozbijając sobie namiot. A gdzie jest pana karawana? Proszę przysłać swego boya! - ironizowano.
Żaden z Anglików pojąć tego nie może, że można z amatorstwa być podróżnikiem, że można rowerem jechać lata po to, żeby wiedzieć i poznać. I to jest naród podróżników! (…)
Ale żyję, widziałem tyle, ilu stu ludzi przez życie całe nie zobaczy.” Sposób, w jaki podróżuję, zmusza mnie do korzystania z produktów miejscowych. (…)
Są wprawdzie ludzie, którzy przez Saharę jadą i zajadają lody, piją mrożone napoje, spożywają tuziny konserw, nie są to jednak wolni koczownicy Sahary, jak ja. To niewolnicy swych wygód, którzy trzymać się muszą utartego szlaku. **
Panie Kazimierzu, ziemia nie lubi po prostu ludzi, którzy nie tańczą tak jak ona zagra. Nie lubi ich rząd, prawo. Nie lubią ich religie. Nie są podatni na indoktrynacje, więc są wręcz dla ustalonego porządku niebezpieczni. Ciężko jest ich do czegokolwiek zmusić groźbą lub zachęcić nagrodą. W ogóle nic z nimi nie można zrobić i generalnie nie ma z nich żadnego pożytku.
- Daniel, co tobie? – zaniepokoiła się pani Barbara. – Skąd ci się wzięło dzisiaj na takie sentymenty?
- Tak – westchnął – cóż, nie jestem szczęśliwy. Postawiłem, uważasz, w życiu na jedną kartę. Na miłość. I przegrałem.
- Bo ty może i Bodzia, i Michasię chcesz mieć zanadto przy sobie – rzekła. – Nigdy nie idziesz z nimi w ten świat, w którym oni chcą żyć.
Ja tego świata nie uznaję... ” - zdecydowanie odpowiedział Daniel siostrze.
* * *
Marcinowi niezbyt spodobało się w Maroku, ale trochę odpoczął od pracy i Anglii. Wczesnym rankiem miał autobus do Marakeszu.
Wojtek dopiero koło południa opuścił położony tuż przy samej plaży wygodny hotel, i wyjechał za miasteczko.
Swój pałac postawił na plaży, w malowniczym miejscu, gdzie masyw Antyatlasu ostrym pazurem wchodzi do oceanu.
W linii prostej ma jakieś 5 kilometrów od rezydencji Jousefa. Można więc powiedzieć, że są sąsiadami.
Nie przejmuje się, że postawił go na piasku.*** Jeśli przyjdą deszcze i wezbrą potoki – tłumaczy – przeniosę się po prostu gdzie indziej. Ot takie małe urozmaicenie.
A zresztą... - dodaje po chwili – byłeś może w Poinearii? - Wzruszam ramionami. - No wiesz w Rumunii. Na zamku słynnego Draculi? - wyjaśnia. - Przepiękne miejsce ale niewiele z zamku ostało mimo, że postawiony został na skale.
Vlad Palownik stracił głowę, a cztery wieki później zamek runął w przepaść.
Jak widzisz nic nie jest nam w stanie zapewnić bezpieczeństwa, jeśli nie mamy go w sobie. Fundusz Emerytalny padnie, na akcjach możemy wyłącznie stracić, a nawet jeśli zarobimy bardzo, bardzo dużo, postawimy sobie twierdzę i otoczymy się ochroną to konkurencja lub państwo może czasem na naszym majątku położyć rękę – tłumaczy i za przykład podaje casus Romana Kluski.
Pytam go jak sobie radzi jako nomad.
Wyciąga książkę** i odpowiada mi tradycyjnie cytatem:
„- Czy pan nie boi się lwa? A takiego lamparta? A tych żmij i innych potwornych węży? - tym podobne pytania zadają mi ludzie ludzie czy to tu w Afryce, w Europie, czy w Azji Mniejszej. Zawsze wtedy wyrywa mi się odpowiedź jednakowa: boję się jedynie stworzonego przez ludzi świata cywilizowanego, pełnego wiz, kaucji, urzędników emigracyjnych, gwarancji i innych nowości mających niby ułatwić życie i zwiększających „wolność” cywilizowanego człowieka. Każdy dzień na świecie przynosi nowe prawa, ustawy, rozporządzenia...” (...) „Życie prawdziwego człowieka puszczy nie jest złe.(...) Wokół dżungla rozbrzmiewa setkami głosów. Rechot żab przerywa potężny ryk żerujących lwów, to znów dolatuje gwara ptactwa spłoszonego przez dzikiego kota. Poza tym cisza rozkoszna, ani warkotu maszyny, ani dźwięku dzwonków tramwajowych, ani nic co by przypominało o cywilizacji, która tak szarpie nerwy i z młodych ludzi czyni starców ducha. A że wokół czai się śmierć, że pośród traw pełzają kobry, ze ryk lwa rozkołysał drzewa, to nie straszne wcale. Można się przyzwyczaić do tego szybciej niż do bezrobocia, patrzenia na codzienną nędzę rodziny(...)” **
No dobrze, a jak z jedzeniem – przerywam mu. - Nie tęsknisz do własnego chleba na zakwasie?
Uśmiecha się. - A wiesz, dziwne, ale nie. Zresztą jem niewiele, dużo mniej niż jadłem w domu - i wylicza – wczoraj np. zjadłem śniadanie (patrz fotki), w południe kilogram mandarynek, a na kolacje ugotowałem zupę jarzynową, ale wyłącznie dlatego, że trzeba było coś z zakupionym kalafiorem zrobić. Właściwie to nie chciało mi się jeść.
W sumie ludzie na zachodzie przesadzają z jedzeniem. Czy obiad koniecznie musi się składać z przystawki, zupy, dania głównego obowiązkowo z winem żeby się lepiej trawiło, deseru, kawy i koniaczku? - retorycznie pyta. - Jak nic, jest to wymysł chciwego restauratora. Bo czy do zaspokojenia głodu potrzebny jest ten cały cały savoir vivre, kryształowe miseczki do płukania palców, widelczyk po prawej nóż po lewej, łokcie tak a nie inaczej?
No i po co ten cały masochizm, jak człowiek i tak pochłania to wszystko pośpiesznie, a potem w sukurs muszą przyjść mu panie aktorki reklamujące w tv przeróżne leki na wzdęcia, zgagi etc
Ale świat kocha restauratora i błogosławi wraz z paniami magistrami z aptek jego konsumentów.
Przez okna i szczeliny w drzwiach wpadał przenikliwy wiatr. Gwiazda zajrzała przez otwór okna.
- I co? - zapytała. - Co myślisz o życiu pustelnika?
Połyskiwała delikatnie, patrząc na mnie kpiąco.
- Jest mi dobrze - odpowiedziałam. - Nawet lepiej niż dobrze... Jestem zachwycona i czuję, że życie pustelnika uwolnionego od tego, co nazywa się dobrami i przyjemnościami życia jest najcudowniejsze na świecie. ****
Zastanawia się tylko czasem czy Świat go kocha... Ale co tam Świat!
Ważne, że Wszechświat go uwielbia!
---
* Maria Dąbrowska – „NOCE i DNIE”
** Kazimierz Nowak - „Rowerem i pieszo przez czarny ląd” - wydawnictwo SORUS
*** Ewangelia wg Mateusza rozdział 7
24 Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. 25 Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. 26 Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. 27 Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki'. 28 Gdy Jezus dokończył tych mów, tłumy zdumiewały się Jego nauką. 29 Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak ich uczeni w Piśmie.
**** Alexandra David Neel - Mistycy i Magowie Tybetu
Dodaj komentarz: