
'The world is a book.
Those who don't travel
read only one page.'
----
- St Augustine
Dlatego też, mimo niespełna 400 kilometrów, w Austri byłem jakieś 4 razy.
Po raz pierwszy odwiedziłem Wiedeń jesienią w 1995, a potem wiosną 1998.
W 2006 pojechałem na kilka dni do Zell-am-See aby pojeździć na lodowcu w Kaprun.
Ostatni wyjazd, to niejako przy okazji wyjazdu do Monachium, a potem Szwajcarii. Zwiedziłem m.in. prześliczne jeziorko Mondsee oraz Insbruck.
No cóż, podobnie jak Londyn - Wiedeń już nie robi na mnie takiego wrażenia jak kiedyś.
Centrum wymarłe. Spacerując, ma się wręcz wrażenie jakby przebywało się w muzeum.
Niestety to coraz bardziej spotykana przypadłość 'turystycznych' miast, których centra się wyludniają.
Trudno się jednak dziwić mieszkańcom, mającym dość zgiełku do wczesnych godzin rannych.
Z drugiej strony, do tej dobrowolnej eksmisji, zachęca też 'dobry pieniądz' z czynszów płaconych przez puby czy banki.
Niemniej miasto bez mieszkańców zatraca swój klimat. Jest martwe. No cóż. Takie są bezlitosne prawa rynku.
Więcej o ostatnim pobycie: GEOBLOG.pl
Według mnie najpiękniejsze miasto Europy, jakie do tej pory dane mi było zobaczyć.
Zachwycają się ludzie Budapesztem czy Krakowem...
Tego nawet nie sposób porównać!
Praga jest niesamowicie kolorowa, przestronna, a zarazem niezwykle romantyczna.
Niestety ma też i wadę - turystów tam aż nadto.
No cóż, sława i piękno mają swoją cenę...
Nie wspominam jednak Grecji z jakąś specjalną nostalgią.
Owszem, klasztory Meteory ciekawe. Ateny nawet da się lubić. Wyspa Hydra niezwykła, niemniej Grecja częściowo mnie rozczarowała.
Może to było spowodowane kwestią nastawienia?
Zbytnim zmitologizowaniem Hellady?
Zatem nic nie mogę powiedzieć o Litwie, poza tym, że wciąż są jakieś antagonizmy pomiędzy mniejszością polską a państwem, które przesadnie martwi się o swój język.
Niemniej aż do 2010 nie miałem o Niemcach dobrego zdania. Wydawali mi się niesympatyczni i przesadnie sztywni.
Wyjazd jesienią 2010 do Monachium, zdecydowanie zmienił moją opinię. Odkryłem, że Niemców da się lubić i co więcej, są niezwykle przyjaźni dla cudzoziemca.
Fakt, do tej pory z Niemcami miałem niewiele do czynienia. Głównie znałem ich z opowiadań i przesiadek na lotnisku we Frankfurcie.
Więcej o pobycie w 2010: GEOBLOG.pl
Ale ani nie był zapomniany, ani za siedmioma górami, tylko właściwie tuż za miedzą.
Oczywiście wszyscy się dziwili: 'Gdzie? Do Rumunii?' - tak jakby tam trędowaci żyli.
Od tamtego czasu bardzo wiele się zmieniło. Rumunia od 2007 należy do UE i nikt się już raczej nie dziwi, że lubię jeździć do Rumunii - od wspomnianego 98, odwiedziłem ten kraj 6 albo nawet więcej razy, zależy jak to liczyć...
Na szczególną uwagę zasługuje wyjazd w maju 2002 roku na rowerze: GEOBLOG.pl
oraz również w maju, ale 2009 samochodem: GEOBLOG.pl
Piękne tereny Karpat, bogata kultura, malownicze wioski i miasteczka Transylwanii, urocze klasztory na Bukovinie, malownicza Szosa Transfogarska, a nad nią duch krwiożerczego Draculi - czy trzeba coś więcej...
Ano przydałoby się - kuchnia i drogi doniczego, ale powoli i to się zmienia.
I nie ma się co dziwić, ze względu na bliskie sąsiedztwo - 20 km do granicy - na Słowacji byłem niezliczoną ilość razy.
Nawet tego nie ma jak obliczyć, dlatego w statystyce przyjąłem wyłącznie szacunkową liczbę, która i tak może być zaniżona.
Słowacy są specyficzni, ale przyjemni. Kraj piękny i doskonały do turystyki, że już o sportach zimowych nie wspomnę.
Poza tym mają dość dużą liczbę atrakcyjnych basenów termalnych.
Miasteczka ładne i zadbane. Natomiast stolicy państwa - Bratysławy - nie polecam.
Nie dość, że bogaty to dodatkowo i urodziwy, a to doprawdy niespotykane wręcz szczęście.
Drogo, aż tak bardzo jednak nie było, jak przestrzegali.
Na pewno było malowniczo, a tuneli aż do zanudzenia. Nawet na stoku był tunel.
Więcej o wycieczce: GEOBLOG.pl
Ale w sumie, jakby nie licząc dwa razy! Bo przecież jeszcze jeździłem na snowboardzie po włoskiej stronie alpejskiego stoku pod Matterhornem.
Tak czy inaczej, nie mam nic więcej na temat tego kraju do powiedzenia. Ale niebawem pewnie zawitam tam na dłużej, więc co nieco więcej napisze.
Budapeszt, Wyszehrad, Tokaj, Bukowe Lasy, Eger, Miszkolc, Hajduszoboszlo, Seged i wiele więcej miast i miejscowości, których wymienić nie sposób.
Pierwszy raz pojechałem tam z moją mama, w czasie głębokiego komunizmu czyli w okolicy roku 1970. Budapeszt wywarł na mnie nowoczesne wrażenie. Ruchome schody, piękne budynki i w ogóle highlife.
Później, od lat 90-tych byłem tam kilka razy.
Najbardziej lubię Rudas Furdo - łaźnię turecką z oryginalnym wnętrzem z XVI wieku.
Poza tym przepyszne są Langose i Kolacsoda.
Polecem Węgry każdemu, na krótszy lub dłuższy wyjazd.
Mój ostatni wyjazd na Węgry z rowerem opisany został w zakładce 2011 a także w szczegółach można o nim poczytać: GEOBLOG.pl
Ten pierwszy raz, wywarł na mnie, przybysza z szarego komunistycznego wówczas państwa olbrzymie wrażenie.
Anglia mnie oczarowała.
Dzięki uprzejmości mojej angielskiej rodziny, odwiedziłem Oksford, Blackpool i wiele innych uroczych miejsc.
Ale czasy się zmieniły. Komunizm upadł i w Polsce powstała druga Irlandia, wobec czego w czasie mojego ostatniego pobytu, Londyn wypadł raczej marnie. Drogo i bezsensu.
Więcej o tym w zakładce AZJA 2009
Kraj miły, ciekawy i tani.
Ludzie życzliwi, dlatego od wpomnianego wcześniej 1993 roku, odwiedziłem Ukraine wielokrotnie.
Ostatni dwa razy pojechałem tam z rowerem, aby przetestować nowy sprzęt. Więcej o tym w zakładce o nazwie 2011.

© Copyright 2011 W drodze...
All Rights Reserved.
Wykonanie strony: RevolWEB
Dodaj komentarz: