Nie chcąc jednak, w tym miejscu dorabiać do tego ideologii, ogólnie rzecz ujmując, takie krótkie wypady – jakie do tej pory uprawiałem – już mi obrzydły. Były męczące. Zawsze gdzieś trzeba było się spieszyć, na pociąg, na samolot, do czegoś tam oraz do tego wszystkiego na domiar złego dopasowywać finanse.
Obecna podróż całkowicie pozbawiona jest powyższych problemów. Nie narzucam sobie żadnych ram czasowych, nie mam też żadnego planu. Wiem tylko tyle: przed zimą muszę gdzieś uciec!
Dlaczego na rowerze?
Uważam, że nie ma lepszego środka transportu, aby bliżej być miejsc, przez które się przejeżdża, no i podróżowanie jest prawie za darmo. Spać można byle gdzie, a żeby nie być głodnym to naprawdę nie potrzeba wiele. Tak naprawdę „ludzie zachodu” niepotrzebnie się obżerają.
Do wyjazdu przygotowywałem się już od jesieni 2010, kiedy to odbyłem pierwszy test sprzętu na Ukrainie i Rumunii, a następnie kolejne dwa (Ukraina i Węgry) po różnych terenach w maju 2011.
Nie jestem oczywiście prekursorem. Wiele osób podróżuje obecnie na rowerze.
Nomen omen, dosłownie na tydzień przed wyjazdem wpadła mi w ręce rewelacyjna książka „Rowerem i pieszo przez czarny ląd” skompilowana z reportaży i listów poznańskiego podróżnika: KAZIMIERZA NOWAKA
Okazuje się, że ten wielki podróżnik – choć tak mało znany - przejechał na swym rozklekotanym rowerze, w latach 1931-36 całą Afrykę, od Trypolisu po Kapsztad i z powrotem. Niesłychany wręcz wyczyn!
Długo stałem przed półką w Empiku i zastanawiałem się nad zakupem tej książki. Hm, twarda okładka, papier półkreda, 400 stron – jak nic prawie dodatkowe kilo. Dopiero za drugim podejściem ją nabyłem i choć przeczytałem zaledwie wstęp nie żałuję:
„Na ogół są dwie Afryki: jedna na pokaz, druga zaś niedostępna dla ogółu, o której żaden podróżnik nie napisze, choćby ze względu na to, że aby ją poznać, trzeba się napocić, zaznać głodu, ryzykować zdrowie i życie.
Poruszanie się pieszo, na rowerze, konno, łodzią i wielbłądami dało mi możność omijania dróg turystycznych, będących pewnego rodzaju wystawą, na której znajdzie się tylko to, czym wystawca pragnie przybysza oczarować.”
(…)
„Mój nieodłączny przyjaciel, druh serdeczny, cichy, spokojny, w każdej chwili gotów do pomocy, stał w drugiej części namiotu. Żałowałem, że jest jedynie rowerem i nie potrafi mówić. Odniosłem wrażenie, że gdy los złączy nas nierozerwalnie na wiele lat z rzeczą, rzecz ta przestaje być przedmiotem martwym i wydaje się nam, że żyje, myśli i odczuwa.”
Oczywiście nie chcę i nie mam takich ambicji aby z nim konkurować. Niemniej czytając te słowa, zauważam dość duże podobieństwo, specyficzny zmysł obserwacji. Ba, nawet styl pisania ma podobny...
Stąd też, serdecznie zapraszam do lektury książki Kazimierza Nowaka – wydanej nakładem wydawnictwa SORUS oraz do zaglądania czasem tutaj. Go ahead!
Dodaj komentarz: